Historia górnictwa złota na terenach księstwa nyskiego

dr Paweł Szymkowicz

 

            Szlachetny metal - złoto - występuje w przyrodzie w postaci złóż pierwotnych i wtórnych - okruchowych, powstających na skutek wietrzenia i erozji tych pierwszych. Śląskie złoża złota to głównie okolice: Złotego Stoku, Złotoryi, Bolesławca, Lwówka Śląskiego oraz pasma: Karkonoszy Gór, Izerskich i Gór Opawskich. Na obecnie czeskiej części Śląska, złoto wydobywano przede wszystkim w Jesenikach, głównie w okolicach Zlatych Hor, Jesenika i na obszarze pomiędzy Vrbnem pod Pradziadem a Bruntalem. W Górach Opawskich, w tym w najbliższych okolicach Głuchołaz, złoto występowało i występuje nadal w obu wymienionych wyżej postaciach. Tereny nanoszenia złota ze złóż pierwotnych na Zlatym chlumie koło Jesenika znajdują się wzdłuż całej doliny Białej Głuchołaskiej, natomiast ze złóż pierwotnych na Přičnem vrchu jego rozsypów, czyli złóż wtórnych, należy szukać u podnóża tej góry jak i w całym rozległym rejonie: Zlate Hory - Jarnołtówek - Głuchołazy - Ondřejovice. Złoża na Sarnim Potoku, jak i w sztolniach nad Białą pochodzą z nieznanego dzisiaj źródła w obrębie Góry Parkowej.

Już od początków naszej cywilizacji metal ten był przedmiotem niezwykłego pożądania. O jego eksploatacji początkowo nie decydowała jednak wielkość odkrytego złoża, lecz stopień jego koncentracji a przede wszystkim jego dostępność. Najprawdopodobniej pierwszymi poszukiwaczami złota na Śląsku byli Kreteńczycy, około 2000 lat p.n.e. Niestety nie posiadamy żadnych dowodów archeologicznych, które mogłyby potwierdzić te przypuszczenia. Powód jest bardzo prosty, w tym okresie zbierano tutaj wyłącznie łatwo rzucające się w oczy samorodki, które wypłukane zostały przez wody górskich potoków.  Kolejnymi poszukiwaczami złota na tych terenach mieli być Celtowie, jednak również o nich nie mamy zbyt wielu wiarygodnych materiałów źródłowych. O sposobach i zakresie eksploatacji złota na Śląsku możemy mówić dopiero od okresu średniowiecza. Od XII wieku górnictwem złota, obok tutejszych mieszkańców, zajmowali się przybyli z zachodniej Europy: Walończycy, Niemcy i Włosi. 

Ze złotem nierozerwalnie wiąże się powstanie zarówno Głuchołaz jak i pobliskich Zlatych Hor. Posuwające się wzdłuż Nysy Kłodzkiej i Białej Głuchołaskiej osadnictwo organizowane przez biskupa wrocławskiego, niewiele liczyło się z bardzo mglistymi granicami posiadłości kościelnych i bez ogródek zagarniało puszczę graniczną. Do śląsko - morawskiej rywalizacji kolonizacyjnej, w zdawałoby się nieciekawych gospodarczo terenach górskich, przyczyniło się odkrycie przez kolonistów biskupich tutejszych złóż złota. Niewątpliwie ta wiadomość zwiększyła ich napływ na ziemie kasztelanii nysko - otmuchowskiej.

            Wówczas powstała u stóp Kopy Biskupiej niewielka osada górnicza Cukmantel, czyli dzisiejsze Zlate Hory. Tutaj duże pokłady złota odkryto około roku 1220. Cukmantel był własnością biskupa wrocławskiego,  tak więc również odkryte bogactwa należały do niego. Niestety, jak już wspomniano,  tereny te sąsiadowały ze świeckimi posiadłościami, pochodzącego z panującej w Czechach rodziny Przemyślidów, margrabiego morawskiego Władysława Henryka, który niewiele się zastanawiając, śmiało sięgnął po nie zajmując osadę przy pomocy niewielkiego oddziału zbrojnego, jednocześnie bez skrupułów zaczynając wydobywać tutejsze złoto. Biskup Wawrzyniec, ufny w moc prawa wierzył, że konflikt ten zostanie załatwiony zgodnie z prawem i po jego myśli, dlatego też kilkakrotnie słał posłów do margrabiego, ten jednak zbywał ich zapewnieniami, że odda kopalnie w najbliższym czasie. Nie widząc skuteczności takich działań, biskup wrocławski, zwrócił się z prośbą o rozstrzygnięcie sporu do papieża Honoriusza III. Mianowanie przez papieża sędziów rozjemczych w osobach: biskupa krakowskiego, opata jędrzejowskiego i scholastyka łęczyckiego, nie przyspieszyło rozstrzygnięcia sporu, ze względu na polską jednostronność komisji. Kiedy 2 sierpnia 1222  roku zmarł bezpotomnie Władysław Henryk, papież nakazał jego następcy, królowi czeskiemu Przemysłowi Ottokarowi I, zwrócić sporny teren biskupowi wrocławskiemu, ten jednak nie miał zamiaru pozbyć się złotonośnych posiadłości. Ponieważ władca Czech, był jednocześnie spadkobiercą Władysława Henryka, uznał że z tego powodu, prawo powinno stać po jego stronie. Przejął więc i eksploatował dalej zagrabione przez brata tereny, nie dopuszczając nawet myśli o jakichkolwiek pertraktacjach z biskupem czy nawet papieżem. Honoriusz III natomiast podjął jeszcze jedną próbę zakończenia sporu, ponownie wysyłając królowi czeskiemu pismo żądające zwrotu Zlatych Hor. O ile treść obu listów była jednakowa, to ich ton był różny. Papież mógł w pierwszym liście, kierowanym do morawskiego margrabiego, pozwolić sobie na ostry i nakazujący ton. Przyzwalały na to względy polityczne. Natomiast drugi list, datowany 27 stycznia 1224 roku,  kierowany już do króla czeskiego, nakazywał użycie tonu perswazyjnego i pojednawczego. Papież starał się w nim przemówić do chrześcijańskiego sumienia Ottokara. Zachowana do dziś kopia listu jest najstarszym źródłem pisanym dotyczącym wydobywania złota w tej części Śląska. Ponieważ list papieża nie wymienia bezpośrednio miejscowości z zagarniętymi kopalniami, można przyjąć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że były to położone w wielu miejscach odkrywki być może znacznie od siebie oddalone. Obecnie, jeszcze przed szczegółowymi badaniami wykopaliskowymi, umiejscowić je można na polach pomiędzy Podlesiem a Gęstwiną, gdzie istniały szczególnie dogodne warunki do płukania płytko zalegających tutaj złóż złota. Aby zapobiec dalszym aneksjom Przemyślidów na Śląsku, biskup Wawrzyniec najpierw w zakolu Białej Głuchołaskiej wzniósł miasto i zamek zwany Ziegenhals, czyli dzisiejsze Głuchołazy.

Podzielenie tutejszych złóż złota granicą państw, przez okres 250 lat nie przeszkadzało w ich eksploatacji. Zarówno w Zlatych Horach, jak i w Głuchołazach, górnictwo było głównym motorem rozwoju nie tylko tych osad ale również najbliższej okolicy. O znaczeniu tej eksploatacji w życiu codziennym miasta, świadczy fakt, że w 1263 roku, głuchołascy mieszczanie czynsz od dworzyszcz musieli opłacać właśnie w złocie. Pierwotnie eksploatacją objęte było zapewne całe zakole Białej Głuchołaskiej.  Niestety, rejon Gór Opawskich należy do najmniej rozpoznanych archeologiczne obszarów Śląska. W okolicach Głuchołaz, pierwsze i jak na razie jedyne poważne badania, przeprowadzono w drugiej połowie lat siedemdziesiątych pod kierunkiem profesora Józefa Kaźmierczyka z Uniwersytetu Wrocławskiego. Dzięki tym badaniom głuchołaskie zagłębie złota, możemy podzielić na trzy obszary, wszystkie w masywie Góry Parkowej: 1) wewnętrznego zakola rzeki Białej o powierzchni 10 –15 ha, 2) doliny Potoku Zdrojowego i jego dopływu Sarniego Potoku o łącznej powierzchni 25 ha, 3) doliny Raj przy ulicy Andersa i część głuchołaskiego Zdroju o bliżej nieokreślonej powierzchni ze względu na jedynie szczątkowy stan zachowanych tutaj wyrobisk i szybów, usytuowanych na zboczu Przedniej Kopy w pobliżu wiaduktu klejowego.                    

Łączna powierzchnia czytelnie przetrwałych śladów robót górniczych wynosi zatem około 40 ha, bez trzeciej części zagłębia oraz kilkunastohektarowych wyrobisk w okolicach Podlesia. Wprawdzie nie wiemy ile złota uzyskano średnio z jednej tony urobku, wyliczono jednak że z głuchołaskiego zagłębia złota, w ciągu blisko 250 lat jego eksploatacji, uzyskano około 2800 kg tego szlachetnego kruszcu. Średnio daje to ilość 11 kg rocznie, co oczywiście nie jest adekwatne dla każdego roku, gdyż we wspomnianym okresie były lata, kiedy niemal zaprzestano wydobycia złota, a były również takie lata, gdy tutejsze kopalnie można było traktować jako najbogatsze w złoto na całym Śląsku.

Złoto wydobywano tutaj dwoma sposobami: odkrywkowym oraz dużo bardziej rozpowszechnionym – systemem szybowym. Do dzisiaj zachowało się tutaj blisko 80 szybów górniczych, w tym największy o średnicy wynoszącej 10 m i głębokości 4 m. Każdy, z tych przypominających leje po bombach szybów, składał się z trzech części: przyziemia, widocznego jeszcze obecnie, oraz tak zwanej gardzieli i komory, obecnie zasypanych. Szyby te różnią się jedynie wymiarami co wynikało z ich głębokości i techniki wydobywania urobku: ręcznego bądź przy pomocy żurawia czy kołowrotu. Urządzenia te instalowano jedynie przy szybach większych rozmiarów, przy mniejszych – do 6 metrów głębokości - urobek podawano ręcznie. W Głuchołazach przy największych szybach najczęściej wykorzystywano solidny żuraw, zamocowany na wbitym lub wkopanym w ziemię słupie o średnicy około 20 cm. Żuraw mógł być przemieszczany w miarę konieczności. Przy jednym szybie pracowało nie więcej niż trzech górników, ale tylko jeden z nich na dole czyli w komorze. Pozostali zajmowali się jedynie wydobyciem urobku i jego wyrzucaniem lub  transportem do płuczek.

Wymiary szybów, w tym ich pierwszej części – przyziemia, wynikały głównie z ich głębokości i związane było z potrzebą dostarczenia do komory odpowiedniej ilości światła i powietrza. Generalna zasada była taka, że im głębszy był szyb, tym większą  średnicę musiało mieć przyziemie. Większość szybów otoczona była dochodzącym do pół metra wałem. Wykonany był głównie z gliny i otoczaków wykopanych z przyziemia i miał za zadanie zabezpieczać szyb przed spływającą wodą deszczową oraz chronić górników przed wpadnięciem do środka w wyniku poślizgnięcia się przy pracy.

Przy przejściu przyziemia w gardziel najczęściej instalowano drewniany stopień, który służył obsłudze do podawania lub wyciągania wiadra z urobkiem. Średnica gardzieli musiała być wystarczająca do przejścia przez nią górnika z kubłem. Ze względu na ograniczone możliwości wykorzystania siły kopacza, wydrążenie gardzieli było najtrudniejszym etapem wykopania całego szybu.

Trzecia część szybu – komora, prawie w całości znajdowała się w warstwie złotonośnej. Jej średnica wynosiła od  5 do 5,5 m, wysokość natomiast od 30 cm przy krawędziach do 185 cm w miejscu połączenia komory z gardzielą. Zdarzało się, że niektóre z komór sąsiadujących ze sobą szybów stykały się ze sobą, nie było to jednak zasadą i nie miało większego znaczenia dla eksploatacji warstwy złotonośnej. Z jednej komory można było wydobyć teoretycznie około 25 m sześć. urobku przeznaczonego do płukania. Do dzisiaj leży tutaj kilkanaście metrów sześciennych urobku, niemało zabrała woda w płuczkach, sporo później zmył deszcz.

            Na Sarnim Potoku zachowała się także kamienno – ziemna tama, która służyła do spiętrzania wody do wysokości 2 metrów. Długość tamy wynosi 15 metrów a wysokość od zewnątrz 3 m, natomiast szerokość u podstawy  5 m. Pierwotnie tama była bardziej okazała, głównie wyższa. Powierzchnia powstałego dzięki niej zbiornika wodnego wynosiła około 600 m kw. Służył on przede wszystkim do utrzymywania w okresie letnim odpowiedniego ciągu strugi wody w płuczkach. Budowa zbiornika najprawdopodobniej przypadła na początek eksploatacji złota w tym rejonie. Tama należy do jednego z najstarszych zabytków hydrotechnicznych na Śląsku.

Dużo więcej informacji posiadamy na temat wydobycia złota po drugiej stronie średniowiecznej granicy, której przebieg w okolicach Zlatych Hor był podobny do dzisiejszego. Jak już wspomniano złoto wydobywano tutaj głównie na stokach Zlateho Chlumu koło Jesenika, ślady płukana złota zachowały się również na prawym brzegu Białej między Širokim Brodem a Mikulovicami oraz w samych Mikulovicach, w miejscu, gdzie potok Olešnice wpada do Białej. Warto zaznaczyć, że do roku 1413 miejscowość ta była nie tylko częścią głuchołaskiej parafii, ale również tworzyła z nimi niemal jeden organizm gospodarczy. Ocenia się, że wydobyto tutaj około 100 kg czystego kruszcu, naniesionego głownie z pierwotnych złóż zlatohorskich. Podobnie rzecz miała się również z płukaniem złota nad potokiem Oleśnice, w położonych bliżej Zlatych Hor - Ondřejovicach. Wreszcie w Zlatych Horach złoto eksploatowane było głównie z wnętrza Pricneho vrchu. Do dzisiaj zachowały się na jego stokach szyby: Kunstschacht, Althackelsberg, Hackelbersk, Miedziana sztolnia, Ołowiana Sztolnia, oraz wiele innych mniejszych.

W latach 60-tych XV wieku wybuchły walki o Zlate Hory, między królem czeskim Jerzym z Podebradu a biskupem wrocławskim, który zdobył broniący miasta zamek Edelstein, dzięki czemu udało mu się to, czego nie zdołali uczynić jego poprzednicy, mianowicie przyłączyć Zlate Hory do będącego biskupią własnością księstwa nyskiego. Co ciekawe, motywem walk o miasto nie była chęć zyskania okolicznych kopalń złota, lecz okolicznych terenów rolniczych, co prawda trudnych do uprawy ze względu na górskie ukształtowanie terenu, lecz przynoszących stały i pewny dochód w postaci dzierżaw. Po śmierci króla Jerzego, jego następca król czeski i węgierski Marcin Korwin, ostatecznie oddał miasto biskupowi, od teho momentu aż do roku 1742, miasto to należało do księstwa nyskiego. Zdobycie Zlatych Hor spowodowało rozkwit, wstrzymanego po wojnach husyckich, tamtejszego górnictwa złota, głównie dzięki inwestycjom, uprzywilejowanych przez biskupa mieszczan wrocławskich. Niestety, oznaczało to jednocześnie stopniowy zanik uboższego w złoto zagłębia głuchołaskiego, chociaż jeszcze przez sto lat próbowano je tutaj eksploatować, przede wszystkim budując sztolnie odwadniające kopalnie w Zlatych Horach.

W 1491 roku, w południowej części Głuchołaz, przystąpiono do drążenia pierwszej sztolni w kierunku Zlatych Hor. Doprowadzono ją mniej więcej do doliny potoku, określanego w starych mapach i dokumentach Kockerei lub Gikerei, obecnie Skřyvankovsky potok. Niestety nie znamy dzisiaj jej dokładnej lokalizacji, informacje są skąpe, zachowały się jedynie w niestety niekompletnych archiwaliach. Wiemy dzięki temu, że po pewnym czasie okazało się, iż wyliczenia co do ilości mogącego się tam znajdować złota były znacznie zawyżone i zaprzestano tych prac. Po pewnym jednak czasie dalszego drążenia sztolni podjęli się dwaj mieszczanie ze Zlatych Hor: K. Schindel i W. Weber, kierując się tym razem już w kierunku wschodnim, w stronę Jarnołtówka i Kopy Biskupiej. Trwało to 9 lat. Później kopano dodatkowe chodniki w kierunku Góry Parkowej. Ze względu na długość sztolni, górnicy byli zmuszeni do kopania szybów wentylacyjnych. Jednym z nich był szyb Sorkelsberg, określany w czeskiej historiografii Nadzieją, Złoto z powodzeniem wydobywano tutaj przez 13 lat. Lokalizacji tego szybu nie możemy dzisiaj dokładnie określić, chociaż w późniejszym okresie powstał tam również drugi szyb Neue Sorkelsberg - Nowa Nadzieja. Ich nazwa wydaje się szczęśliwa, gdyż znalezione tam złoto pozwoliło na zwrot kosztów poniesionych przez pierwszych 9 lat. Największe zyski przyniósł jednak najmłodszy szyb Jakub, z którego wydobyto 16,5 kg złota. Po wyeksploatowaniu tej sztolni, w latach 1526 – 1550, zaniechano wydobycia złota w całym zagłębiu, zarówno w okolicach Głuchołaz jak i Zlatych Hor.

Przełom nastąpił po roku 1550, kiedy to przystąpiono do realizacji największego przedsięwzięcia górniczego, jakim było wydrążenie sztolni Trzech Króli. Głównymi udziałowcami tej budowli byli: cesarz Rudolf II, biskup wrocławski Baltazar Promnitz i książę brzesko – legnicki Jerzy II. Sztolnia ta miała służyć do odwadniania kopalń znajdujących się w masywie Přičneho vrchu. Takie sztolnie nazywano dziedzicznymi. Podobnie jak poprzednią, drążono ją od Głuchołaz w kierunku Zlatych Hor. Z planowanych jednak 10 kilometrów długości zdołano wykopać niewiele ponad połowę, około 5,5 km.

8 lutego 1550 roku biskup wrocławski wydał specjalne prawa związane z budową sztolni. Wyznaczano trzyzmianowy, ośmiogodzinny dzień pracy, pensje wypłacano natomiast co dwa tygodnie. Wydobyte przy okazji złoto, miano składać w specjalnej składnicy, skąd po czterech tygodniach musiało być odwiezione do mennicy w Nysie. Prace rozpoczęto 5 marca tego samego roku. Znalezione początkowo złoto przynosiło tylko sporadyczny zysk, stawiając pod znakiem zapytania dalszą budowę sztolni. Tutaj mamy jednak różne relacje, gdyż źródła cesarskie, głównie listy z lat 1559 - 1562, mówią o dużym zysku z głuchołaskiej sztolni, natomiast rok później książę brzeski pisał o jedynie minimalnym zysku. Z czasem natrafiono jednak na bogatsze złoża, ukoronowaniem czego było odnalezienie dwóch największych, przerośniętych złotem, kawałków kwarcytu. Najpierw 14 sierpnia 1590 roku ze sztolni Trzech króli wydobyto kawałek o  wadze 1,385 kg, a niecały rok później, 22 marca 1591 roku, wydobyto rekordowy kawałek o wadze 1,780 kg. Oba zostały sprezentowane cesarzowi Rudolfowi II i w dniu dzisiejszym znajdują się w muzeum w Wiedniu. Ocenia się, że tygodniowo wydobywano dzięki sztolni od 4,4 g złota do 26,25 g złota. W sumie złoto wydobyte ze sztolni Trzech Króli pozwoliło zwrócić koszta jej budowy, które wyniosły ogromną, jak na ówczesne czasy sumę 90 000 guldenów. Koniec sztolni Trzech Króli nastąpił w roku 1609, kiedy to zatopiono jej korytarze. W ciągu 140 lat, od przyłączenia Zlatych Hor do księstwa nyskiego w roku 1474 do zamknięcia omawianej sztolni ilość wydobytego tutaj złota możemy szacować na 250 kg.

Znajomość przebiegu sztolni, oraz znajdujących się tam reliktów górnictwa złota stwarza pokusę stworzenia tam międzynarodowej ścieżki dydaktycznej, na czym szczególnie zależy stronie czeskiej. O istnieniu sztolni, zarówno Trzech króli jak i wcześniejszych,  świadczy w dniu dzisiejszym jeszcze jedna, nietypowa rzecz. Zdarza się bowiem, że na okolicznych polach w miejscu ich drążenia, zapada się ziemia. Najbardziej spektakularne tego typu zdarzenie miało miejsce pod koniec lat osiemdziesiątych w Konradowie, kiedy to zapadł się najprawdopodobniej jeden z bocznych korytarzy sztolni.

W 1290 r. biskupi wrocławscy uzyskali prawo bicia w Nysie własnej monety. Na początku były to srebrne: talary i kwatrniki, wytwarzane z importowanego srebra węgierskiego. Wraz z odzyskaniem złóż zlatohorskich bito również monety złote - dukaty. Zezwolił na to specjalnym przywilejem z sierpnia 1515 r. cesarz Maksymilian, jednak rządzący wówczas w księstwie nyskim biskup Jan Thurzo wypuszczał je już wcześniej, o czym świadczy odnalezienie złotej monety nyskiej już z roku 1513. Od tego czasu dukaty nyskie bito corocznie aż do panowania biskupa Martina Gerstmana (1574 - 1585), gdy pod koniec jego rządów mennicę zamknięto. Rządy następnych biskupów: Andrzeja Jerina (1585 - 1596) i Jana VI (1600 - 1608), to okres sporadycznego wydawania własnej monety, było to spowodowane coraz mniejszą efektywnością kopalń zlatohorskich. Mniej więcej od tego czasu zaczęto korzystać ze złota importowanego.

Od tego momentu rozpoczęło się powolne lecz systematyczne zamykanie kopalń w Zlatych Horach, chociaż w miarę polepszania się koniunktury powracano do tej działalności otwierając nowe szyby górnicze. Ostatecznie z górnictwem pożegnano się w połowie XIX wieku. Chociaż po II wojnie światowej powrócono do działalności górniczej, wydobywając tym razem jednak już głównie: miedź, cynk i ołów. Znajdowane przy okazji złoto nie przekraczało ilości 30 kg rocznie. Kopalnie te zamknięto w grudniu 1993 r.

Ile złota znajduje się jeszcze we wnętrzu Gór Opawskich trudno dzisiaj stwierdzić jednoznacznie. O tym, że znajduje się z pewnością, świadczy wypłukiwanie jego niewielkich drobinek w górskich potokach. Na przykład w lipcu 1999 roku, bawiący w Głuchołazach geolodzy z Uniwersytetu Karola w Pradze wypłukali, w przeciągu niespełna jednej godziny, kilkanaście jego milimetrowych drobinek na potoku Starynka w centrum miasta.