Historia Rudolfsheimu - pierwszego schroniska na Kopie Biskupiej.
dr
Paweł Szymkowicz
Stuletnia
wieża widokowa na, jest tym miejscem, może po za sklepami po
obu stronach granicy, gdzie najczęściej i najchętniej spotykają się mieszkańcy
Zlatych Hor i Głuchołaz. Ponieważ najkrótsza piesza trasa prowadzi od
czeskiej strony, z przełęczy Petrovy boudy, część z polskich turystów
wybiera właśnie to podejście. Warto poświęcić nieco więcej miejsca
mijanym tuż przed szczytem fundamentom budowli, dla wielu z nas niewiadomego
pochodzenia.

Utworzone w 1881 roku w Jeseniku Morawsko -Śląskie
Sudeckie Towarzystwo Górskie (MSSGV), czyniło wszelkie starania o jak
najszersze rozpropagowanie turystycznych walorów Jeseników. Jednym z pomysłów
na to była budowa wież widokowych, usytuowanych na szczytach, lub tuż pod,
najważniejszych jesenickich wierchów. Podobnie jak przy budowie górskich
schronisk, tak i w tym przypadku realizację tych zamierzeń uzależniano od
pomocy właścicieli tutejszych lasów, głównie biskupów wrocławskich i książąt
Liechtenštejn. Początkowo stawiano
bowiem zwykłe prowizoryczne wieże drewniane, jednak rosnący prestiż
Towarzystwa, a przede wszystkim rosnący z każdym rokiem ruch turystycznych,
zmuszały do zastępowania ich solidnymi wieżami kamiennymi.
Szczyt Kopy Biskupiej, kilka metrów od którego
przebiegała granica niemiecka, jako miejsce wybudowania takiej wieży, sekcja
MSSGV w Zlatych Horach, wybrała już w 1885 roku. Prace przy budowie tamtejszej
pierwszej, jeszcze drewnianej wieży, rozpoczęły się pod koniec kwietnia 1890
r, a zakończono je już 21 czerwca tego roku. Oficjalne otwarcie nastąpiło
jednak dopiero w środę 9 lipca. Było to wielkie święto, okraszone dodatkowo
wspaniałą pogodą. Ze Zlatych Hor oraz z bliższej i dalszej okolicy, przybyło
wiele osób. Obecni byli również przedstawiciele sekcji MSSGV z Niemiec, głównie
z Nysy, Głubczyc, Prudnika i Głuchołaz, natomiast sekcja raciborska nadesłała
gratulacyjny telegram.
Ilość wycieczek na szczyt Kopy Biskupiej wzrosła
wielokrotnie. Turyści nie mieli jednak możliwości zjedzenia ciepłego posiłku,
nie mówiąc już o ewentualnym noclegu. Aby zmienić tę nieciekawą sytuację,
radny z Petrovic, położonych po drugiej stronie Kopy - Franz Rudolf, postanowił
wybudować nieopodal szczytu zwyczajny gościniec, w którym każdy mógłby się
posilić i przenocować. Bardzo szybko udało mu się załatwić, w cesarsko -
królewskim urzędzie powiatowym w Krnovie koncesję na prowadzenie tego typu
działalności, dzięki czemu już w sierpniu 1892 roku zbudował tymczasową
budowlę tuż obok wieży.
W tym czasie zlatohorska sekcja MSSGV, przymierzała się już do pewnych
prac remontowych na wieży. W tej sytuacji mogła zmienić swe wcześniejsze
plany i zrezygnować z obicia deskami dolnych części wieży, zyskując w ten
sposób pomieszczenie na prowizoryczny bufet. Tymczasowy gościniec Rudolfa, już
14 maja 1893 r. był gotowy do przyjmowania pierwszych gości, jak na razie pod
warunkiem dobrej pogody. Niebawem przystąpił do rozbudowy swego skromnego majątku.
Miał być to podłużny budynek, oddalony już ok. 300 metrów od wieży i
niecałe 50 metrów od granicy z Niemcami. Na kamiennej, tworzącej piwnicę
podmurówce, o rozmiarach 10 na 15 m, , zbudował drewniany parterowy
domek z poddaszem. W dolnej części znajdowała się restauracja z kuchnią
oraz niewielki służbowy pokoik. w górnej części natomiast urządzono dwa
noclegowe pomieszczenia dla turystów. Ich rozmiary były niewielkie, w sumie
mogło z nich skorzystać 10 gości, co jednak w tamtym okresie w zupełności
wystarczało. Dodatkowo, pomijając ich skromne umeblowanie, zmuszało to często
do spania w jednym, pięcioosobowym pokoju, obcych sobie ludzi. Na szczęście
turystom to w żadnym wypadku nie przeszkadzało, trudności pojawiały się
dopiero w przypadku kobiet, gdyż w takich sytuacjach bardzo surowo
przestrzegano zasad podziałów na pokoje męskie i żeńskie. Zdarzało się to
jednak rzadko, gdyż pod koniec XIX wieku ilość kobiet wśród turystów była
bardzo niewielka. Gościniec Rudolfa był zresztą i tak wykorzystywany przede
wszystkim jako restauracja.

Schronisko z prawdziwego zdarzenia
Oficjalne otwarcie schroniska prowadzonego przez
Franza Rudolfa nastąpiło w niedzielę 6 sierpnia 1893 roku. Było to szóste
schronisko w Jesenikach. Niestety na uroczystość tą, pod szczyt Kopy
Biskupiej, dotarło bardzo niewielu gości, głównie ze względu na olbrzymią
ulewę jaka miała miejsce w godzinach dopołudniowych, i nie najlepszą pogodę
również później. Nie mniej wszyscy, którzy się tam znaleźli, mogli
podziwiać nie tylko budowlę samą w sobie, ale przede wszystkim jej wspaniałe
położenie. Chociaż schronisko znajdowało się jeszcze po austriackiej
stronie granicy, to najwspanialsze widoki roztaczały się z niego na niemiecką
część Śląska, a przede wszystkim na Prudnik. W tym celu wzdłuż całego
budynku ciągnęła się zadaszona weranda, z której, w czasie posiłków, można
było zachwycać się tymi widokami.
Podczas uroczystości przewodniczący zlatohorskiej sekcji MSSGV Czermin,
który wcześniej odmawiał pomocy, a co za tym idzie i dotacji dla Rudolfa,
teraz wyrażał się o nim w samych superlatywach, podkreślając szczególnie
znaczenie schroniska dla rozwoju turystyki w Zlatych Horach. Aby w jakiś sposób
to dodatkowo zaakcentować zaproponował aby na cześć swego budowniczego
schronisko nosiło nazwę "Rudolfsheim", z czym wszyscy jednogłośnie się zgodzili.
Do podobnej uroczystości doszło również rok później, 18 czerwca.
Okazją do tego było zawieszenie w schronisku, dwóch potężnych rozmiarów,
portretów cesarzy: austriackiego - Franciszka Józefa I i niemieckiego -
Wilhelma II. Pierwszy zakupił właściciel Rudolfsheimu Franciszek Rudolf,
drugi podarowany został przez sekcję MSSGV w Białej Prudnickiej. Uroczystość
była również okazją do przyjazdu na Biskupią Kopę, członków raciborskiej
sekcji MSSGV. W ich imieniu Franz Kromik podarował Rudolfowi pięknie oprawioną
książkę meldunkową dla odwiedzających to schronisko turystów.
Rudolf senior, jak podaje większość przewodników, wszedł nawet do
literatury, gdyż różnymi ekstrawaganckimi pomysłami i chwytami reklamowymi
potrafił zabawiać gości, jak rzadko kto. Tym, którzy przypadli mu szczególnie
do serca, zwykł sprawiać "huczne" pożegnanie. Nałożywszy bowiem
na głowę czerwony turecki fez, produkowany zresztą w ogromnych ilościach w
pobliskich Mikulovicach, strzelał na wiwat z pistoletu. Huk wystrzałów
rozlegał się po górach głośnym echem, które długo towarzyszyło schodzącym
w dół turystom. Niejeden z nich chełpił się potem żartobliwie wobec
przyjaciół, że wbrew swemu mniemaniu okazał się jednak wart prochu.
Nowy
właściciel
W 1905 roku właścicielem Rudolfsheim został Alois Rudolf, któremu
jednocześnie powierzono funkcję dozorcy wieży widokowej na szczycie Kopy
Biskupiej. Nowy właściciel starał się przyciągnąć jak najwięcej turystów,
co bezsprzecznie mu się udawało, gdyż w tym samym roku odwiedziło go blisko
5000 osób. Polecał im nie tylko zimne i gorące posiłki ale przede wszystkim
wina: austriackie, tyrolskie i węgierskie. Goście mogli zakupić tam widokówki
i różnego rodzaju inne upominki turystyczne, z których najpopularniejsze były
blaszane odznaki przybijane do powszechnie używanych wówczas wędrownych
lasek. Można było tu posłuchać muzyki a nawet potańczyć przy najnowocześniejszym
jak na tamte czasy elektrycznym orchestronie. Natomiast od roku 1908 w
Rudolfsheim, można było nawet skorzystać z telefonu.

Na początku lat dwudziestych, będąc już w granicach Czechosłowacji,
rozbudowano Rudolfsheim, dzięki czemu przybyło 18 miejsc noclegowych. Budynek
powoli tracił swój prymitywny wygląd i stawał
się solidnym, atrakcyjnym schroniskiem górskim. Członkowie MSSGV mieli w nim
specjalne zniżki, płacąc za nocleg 8 koron, gdy wszyscy inni goście musieli
zapłacić 12 koron. Szczególną popularnością cieszyła się oszklona od
wschodniej strony weranda, dzięki czemu nawet podczas deszczowej pogody można
było oglądać panoramę niemieckiej części Śląska.
Po drugiej wojnie światowej schronisko stało się własnością
Zakładów Jedwabniczych "Adensamer" w Zlatych Horach. Powodowało to
pretensje i roszczenia gminy Petrovice, na terenie której schronisko przecież
zbudowano. W latach pięćdziesiątych w całej Czechosłowacji zaczął obowiązywać
przepis o likwidacji wszelkich zabudowań znajdujących się tuż przy l9ini
granicznej. Schronisko zostało najpierw rozszabrowane, a później zgodnie z
prawem rozebrane. Mało brakowało, a podobny los spotkałby również wieżę
widokową na szczycie Kopy Biskupiej. O istnieniu schroniska przypominają na
dzisiaj jeszcze inne budowle. Jedna z nich, to kamienny krzyż, widoczny przy
szlaku dochodzącym już do placu przy wieży, oraz resztki zbiorników wodnych,
które można dostrzec poniżej masztu radiowego tuż obok ruin schroniska.